Darmowe fotoblogi

Sport dobry na.... czyli o nieoczekiwanych efektach mojej aktywności fizycznej

Sport przewijał się w moim życiu , z różnym natężeniem, w różnym czasie. Brakowało mi jednak motywacji do systematycznego uprawiania. Jedynym dłuższym przerywnikiem był czas, kiedy zaczęłam tańczyć taniec brzucha. Ten rodzaj tańca fascynował mnie zawsze, ale najbardziej podobały mi się fale brzuchem wykonywane przez tancerki orientalne 😍😍😍 Dlatego kiedy nadarzyła się okazja, postanowiłm się tego uczyć i faktycznie ta przygoda trwała dobrych kilka lat.

Ja - jako tancerka belly dance

Z innymi dziedzinami bywało różnie. Aerobic, step, siłownia  - nudziły mi się po ok. trzech miesiącach. Totalny brak motywacji. Zresztą, po co się męczyć, skoro i tak dobrze wyglądam - tajemniczy głos zza ramienia szeptał do ucha. Faktycznie, nie miałam problemów z wagą czy figurą, choć na przestrzeni lat przybyło mi parę kg i cm tu i ówdzie. Jednak spokojnie mieściłam się w rozmiar 38/40, czyli w rozmiar normalnej kobiety w swoim wieku.

Jakiś czas temu razem z Mr Er zainteresowaliśmy się kalisteniką (ćwiczenia siłowe z wykorzystaniem ciężaru swojego ciała). Przypomniałam sobie , jak jako dziecko śmigałam po drabinkach na placu zabaw i ogromnie mi się to podobało. Teraz też zachciałam, ale na przeszkodzie stanął TOTALNY brak siły!!! Ani jednej pompki, ani jednego podciągnięcia na drążku wykonać nie mogłam, bo mój tyłek nie chciał oprzeć się grawitacji. Postanowiłam spróbować to zmienić, tym bardziej że narzędzia w postaci domowej siłowni oraz "trenerów" miałam pod ręką (Mr Er z kolegą od lat ćwiczyli). Zresztą w dobie internetu znalezienie odpowiedniego planu treningowego nie stanowi trudności.

Pomimo mojego "słomianego zapału" do wszystkiego, postanowiłam jednak spróbować. Przez 5 dni w tygodniu wieczorem, przez kilka miesięcy, poświęcałam ok. godziny na ćwiczenia z chłopakami. Efekt: potrafię zrobić po 10 pompek klasycznych w 3 seriach, podciągam się na drążku (wprawdzie z pomocą gum, ale 3-4 razy daję radę podchwytem bez wspomagania).Zaczynam stać na rękach bez ściany. Próbuję robić pomki w staniu na rękach. I teraz coś, czego w ogóle nie zakładałam:

8 cm w biodrach - mniej, rozmiar ubrań z 38/40 spadł do 34/36 czy xs/s!!! I nadal wyglądam jak kobieta!!!

Efekt - 6 miesiącach


 Sama nie wierzyłam. A jednak...Nie powiem, że przyszło bez wysiłku. Wysiłek był, jest i będzie. Walka z samym sobą, swoim "nie chce mi się" jak widać opłaciła się i dała efekty zupełnie przeze mnie nieoczekiwane. Można? Można, tylko trzeba ruszyć odwłok z kanapy i przestać robić sobie wymówki. Nie masz godziny czasu? 5 minut pewnie masz wieczorem. Np. Fit Matka Wariatka na facebooku czy youtubie ma treningi kilkuminutowe. Od samego myślenia, że chciałabym poprawić swoją figurę, nic się nie zmieni, ale od działania systematycznego - już tak. Po prostu zacznij, bez spodziewania się, że schudniesz za tydzień, miesiąc czy dwa. Zacznij robić i rób systematycznie, a po jakimś czasie obejrzyj efekty😊 Na pewno poczujesz się lepiej, a efekty przyjdą ... niespodziewanie.

Zatem do dzieła👍



Rekonwalescencja ...czyli jak przeciwdziałać wypaleniu zawodowemu

Skoro wiem, co mi dolega i skąd się wziął mój podły stan trwający  dosyć długo, to trzeba temu jakoś zaradzić.

Dr Pepe zasugerował, żeby zastanowić się, jak doszło do takiej sytuacji. To osobny temat. Analiza dotychczasowego życia zawodowego w połączeniu ze wszystkimi swoimi wadami i zaletami oraz otoczeniem raczej nie daje powodów do zadowolenia.

Skupię się tutaj na kilku sposobach, które podają różne źródła internetowe. I cóż takiego radzą?

Np eksperci serwisu portalu Praca.pl opracowali 10 sposobów  na wypalenie zawodowe:

- higiena snu czyli nie tylko ile godzin, ale i w jakich warunkach się śpi
-  aktywność fizyczna (podobno wystarczy już 20 minut 3 razy tygodniowo, aby lepiej radzić sobie ze stresem i podnieść poziom endorfin - osobiście wolę pudełko "Ptasiego mleczka"😋)
- przebywanie w zielonym otoczeniu czyli nie tylko przebywanie na łonie natury, ale też otaczanie się roślinami w pracy
- przerwy w pracy w czasie dnia (5-10 minut)
-  rozsądna ilość godzin pracy czyli stop nadgodzinom
- wyzwania czyli nie tylko zaangażowanie w pracę ale też chęć i szanse rozwoju
- urlop - najlepiej dwa razy w roku przez pełne dwa tygodnie (😁ciekawe co na to część szefów )
- hobby czyli coś po pracy i niezwiązane z pracą
- priorytety czyli jasne cele odnośnie pracy.

Cóż, widocznie u mnie jest za późno na niektóre sposoby, bo z racji swojego charakteru są nie do zrealizowania np. rośliny w miejscu pracy. Dbanie o nie przewyższa moje możliwości. W domu większością opiekuje się Mr Er, ja nie pamiętam o podlewaniu. Zresztą dawno temu, w poprzednim miejscu pracy, razem z koleżanką dostałyśmy od mojej mamy dwie paprotki. Piękne, duże, zielone jak trawa po deszczu...Po dwóch miesiącach, na pytanie :"Jak tam paprotki?", obie  podniosłyśmy wzrok do góry na ścianę, gdzie je powiesiłyśmy. Oczom naszym ukazały się dwa zasuszone obiekty, z których smętnie opadały resztki zaschniętych liści. To tyle jeśli chodzi o ten sposób w moim przypadku. Ale u Ciebie może być inaczej. Spróbuj👍 

Zdaję sobie sprawę z tego, że takie sposoby jak przerwy w czasie pracy czy urlop częściej niż dwa tygodnie raz w roku mogą być trudne do zrealizowania. Znam aż za dobrze sytuacje, gdzie 5 minut na wyjście do toalety podczas pracy jest postrzegane jako marnotrawienie czasu i zupełnie nikomu niepotrzebne. Wręcz trzeba o to prosić (jakby dla niektórych osób nie było oczywiste, że człowiek jako ssak wydala i ta czynność musi być wykonywana co jakiś czas). Jeśli w Twoim miejscu pracy jest to problem, należy zdecydowanie o tym rozmawiać. Nie bać się, strach to najgorszy doradca. Gorzej z urlopem. Pracodawca może go nie udzielić wtedy, kiedy chcemy, ale tak czy inaczej udzielić go musi. Ważne jest, zdaniem ekspertów, aby nie spędzać urlopu w domu, na innej pracy, a po prostu zmienić otoczenie i odciąć się od problemów dnia codziennego.

Eksperci poradnika zdrowie.pl zalecają slow life czyli "filozofię życiową promującą ruch powolnościowy eksponujący wartość smakowania chwili, dostrzegania najbliższego otoczenia, poświęcania mu uwagi i tym samym uwagi sobie i swoim emocjom". Praktykowanie tej filozofii pozwala podobno zachować równowagę w zawodowej, osobistej, duchowej i fizycznej sferze życia. Nawet wyskoczył mi w wyszukiwarce adres do strony internetowej fundacji zajmującej się wypaleniem zawodowym. Np. Fundacja o nazwie Slowfajf ( więcej informacji tutaj ---> http://slowlajf.org.pl/

Tyle teoria.

Z praktyką, jak wiadomo bywa różnie. U mnie też.

A jeżeli te sposoby nie zadziałają? Wtedy być może czas na zmiany radyklane...

Spalam się...czyli trochę o wypaleniu zawodowym

Postanowiłam zgłębić temat. W końcu  o wypaleniu zawodowym słyszy się teraz stale, ale w zasadzie wiedza jest niewielka. Choroba cywilizacyjna XXI wieku, "syndrom BurnOut". 

W internecie znalazłam takie oto informacje:


Wypalenie zawodowe to stan psychofizycznego wyczerpania organizmu, spowodowany walką z długotrwałym stresem.  Długotrwały stres  jest warunkiem niezbędnym do wystąpienia wypalenia. Stres ten pochodzi z niedopasowania do sytuacji, co wcale nie musi być w sposób bezpośredni uświadomione. Niedopasowanie , wynikające z konfliktu wartości, nadmiaru zadań, złych relacji międzyludzkich, braku poczucia sprawiedliwości czy oczekiwanej nagrody, wywołuje stres, z którym się zmagamy. Z powodu tego stresu zapominamy dbać o siebie i swoje zasoby. Za krótko śpimy, pośpiesznie i niezdrowo jemy, brakuje nam czasu na budowanie relacji z bliskimi czy na spokojny spacer.*

* Żródło: http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/rozwoj-osobisty/wypalenie-zawodowe-przyczyny-objawy-sposoby-na-wypalenie-zawodowe_42426.html


No tak, zdecydowanie przez ostatnie lata stres grał pierwsze skrzypce w moim życiu zawodowym.



Jak przebiega wypalenie zawodowe?


Pierwszym symptomem wypalenia jest uczucie stopniowego wyczerpania i narastające zmęczenie organizmu. Weekendy przestają wystarczać do tego, by pracownik wypoczął i z nową energią zabrał się do pracy.
Redukcja aktywności to kolejny etap – pojawia się wycofanie i apatia. Pracownikowi nie chce się angażować ani w sprawy firmowe ani prywatne.
Pojawiają się pierwsze reakcje emocjonalne takie jak agresja werbalna wobec współpracowników, cynizm, negowanie zdania innych. Pracownik staje się trudny we współpracy.
Spadek formy uwidacznia się na poziomie kreatywności, motywacji do pracy, zaangażowania i funkcji poznawczych – praca zaczyna zajmować coraz więcej czasu a efekty są słabsze.
Dochodzi do degradacji kontaktów z innymi. Napięcie emocjonalne jest bardzo duże. Pojawiają się wahania nastrojów – od złości do smutku.
Kiedy pracownik mimo wszystko nadal nie zauważa problemu, organizm może zacząć reagować psychosomatycznie, czyli pojawiają się problemy zdrowotne, które tak naprawdę są wołaniem o pomoc z przemęczonego pracą i stresem ciała. W skład takich zaburzeń wchodzą zarówno problemy ze snem, częstsze przeziębienia czy spadek sprawności seksualnej, jak i choroby serca czy układu trawiennego.*


* Źrodło: http://www.praca.pl/centrum-prasowe/komunikaty-prasowe/10-sposobow-na-wypalenie-zawodowe_cp-719.html

Osobiście doszłam do etapu, gdzie to mój organizm zaczął dawać znać, że dzieje się źle. Problemy ze snem, przeziębienia, problemy z układem trawiennym...😱

Według portalu www.psychologia.net.pl najpełniejszym obrazem objawów wypalenia jest opis jego symptomów podany przez Harolda F. Chernissa . Wymienia on między innymi:

  • uczucie zawodu wobec samego siebie; 
  • złość i niechęć; 
  • poczucie winy; 
  • brak odwagi i obojętność; 
  • negatywizm, izolacja i wycofanie się; 
  • codzienne uczucie zmęczenia i wyczerpania; 
  • częste "spoglądanie na zegarek"; 
  • wielkie zmęczenie po pracy; 
  • utrata pozytywnych uczuć w stosunku do klientów; 
  • przesuwanie terminów spotkań z klientami; 
  • awersja do telefonów i wizyt klientów; 
  • stereotypizacja klientów; 
  • niezdolność do koncentrowania się na klientach lub ich wysłuchania; 
  • wrażenie bezruchu; 
  • cynizm i postawa strofująca wobec klientów; 
  • zakłócenia snu; 
  • częste przeziębienia i grypy; 
  • częste bóle głowy i dolegliwości przewodu pokarmowego; 
  • nieustępliwość w myśleniu i niechęć do zmian; 
  • nieufność i paranoidalne wyobrażenia; 
  • problemy małżeńskie i rodzinne; 
  • częsta nieobecność w miejscu pracy.*
* Źródło: http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=245


No, no, coraz lepiej. Z tego co czytam, u mnie wystąpiła zdecydowana większość tych symptomów. 

Też dostrzegasz te "objawy" u siebie? Jeśli nie masz możliwości skorzystania z porad specjalisty, albo masz ciągle wątpliwości, to możesz zrobić sobie profilaktycznie jeden z testów dostępnych w internecie, np. tu: 
lub  tu:
http://testy-zawodowe.pl/testy/wypalenie-zawodowe.

I co, wyszło, że może jednak? Nie czekaj. Jak podają specjaliści, ostatnim i szczególnie niebezpiecznym etapem wypalenia jest faza desperacji, która prowadzić może do rozwinięcia się depresji reaktywnej, uzależnień, a nawet samobójstwa.

Nie dopuść do tego, praca to nie wszystko.

Najpierw powoli, jak żółw ociężale...czyli mały cel nr 1

Biegam.

Już jakiś czas udaje mi się wstawać rano i zmusić swoje nogi do wysiłku. Codziennie muszę się zmagać z ogromnym leniem, który podpowiada zdradliwie:

"Nie wstawaj, nie musisz. Masz czas. Pośpij sobie"

Muszę!!! Chcę!!! Inaczej obrosnę futrem, zmienię się w wielkiego niedźwiedzia i pół roku będę spać w oczekiwaniu na przyjście wiosny.

Ileż trzeba w sobie zebrać siły, żeby rano zwlec odwłok z wyra, wie tylko ten, kto albo nie ma już kompletnie chęci życia, albo ten, kto faktycznie jest śmierdzącym leniem. 

Moje lenistwo jest zaprogramowaną przeze mnie w moim umyśle  sprytną ucieczką od wszelkiej ruchliwości, pielęgnowaną przez lata pieczołowicie. "Nie chce mi się" miało usprawiedliwiać mnie przed sobą samą. Wolałam tłumaczyć sobie i całemu otoczeniu, że to wrodzone 😈 Uzmysłowiłam sobie, że to bzdura, która hamowała skutecznie próby działania w różnych obranych przez lata kierunkach. Szybko się poddawałam, a wszystko zrzucałam na "wrodzone lenistwo".

Dopiero teraz dotarło do mnie, jak sami siebie ograniczamy albo jak pozwalamy programować siebie przez innych. "Skończ szkołę, idź na studia, znajdź bezpieczną pracę, znajdź męża" itp. Żyjemy cudzym schematem, a wmawiamy sobie, że to nasze.  Po latach budzimy się z reką w nocniku, bo takie mieliśmy plany i marzenia, a g...o z tego wyszło.

"Jestem leniem, dlatego do niczego w życiu nie dojdę" - tłumaczenie, które miało usprawiedliwiać wszelkie porażki. 

Koniec. Koniec z tymi durnymi wymówkami! Weź się w garść, inaczej następne 40 lat życia upłynie Ci na byciu robotem. 

"Nie jestem piedrolonym robotem" - podśpiewuję razem z GrubSonem. I moje bieganie ma mi w tym pomóc. Mały cel number one, opcja - realizacja.




Nic nie robić, nie mieć zmartwień...czyli co robić z tym wolnym czasem

Hamulec przed zakrętem uruchomiony. Zwalniam. Mam czas na zadumę nad sobą. Mam czas w zasadzie na wszystko to, na co do tej pory go brakowało.

Co robię zatem?

Ano śpię!!!😡 Przesypiam prawie całe dnie, chociaż dr PePe sugerował, aby tego nie robić. Nic nie poradzę, nie mam siły walczyć ze swoim organizmem. Widocznie stres nagromadzony latami tak znajduje swoje ujście. 

Tylko czy o to mi chodziło? Mam przespać resztę życia, przynajmniej tę najbliższą???😕

                                                             fot. ze strony ukash.flog.pl


Co robić? Co robić? Samo chodzenie na spacery nie wystarcza. W zasadzie  uwielbiam czytać książki. Można nadrobić stracony czas i odkurzyć pozycje, które kiedyś zaczęłam czytać. Mogę zacząć znowu szydełkować, to mnie zawsze uspakajało. Tylko że to wszystko w domu.

- Musisz mieć jakiś mały cel.  Jak chcesz, możemy znowu zacząć biegać rano. - stwierdził Mr. Er. - Mnie też to dobrze zrobi.

Kochany facet. Jak dobrze, że jest ktoś koło mnie, kto może mnie wesprzeć i coś podpowiedzieć, bo sama straciłam już dawno motywację do jakichkolwiek działań.

- Ok. - rzucam na odczepnego, chociaż wcale nie jestem przekonana do pomysłu. Poprzednim razem, jak podejmowałam próby biegania, to mi się znudziło. I jeszcze wstawać rano!!! 

Cóż, słowo się rzekło. Może faktycznie przestanę być taka apatyczna.

I tak oto znowu zaczęłam biegać, co dało mi lekkiego kopa do dalszych małych kroków, by coś zmienić w sobie.

Ostatnio opublikowane

Rozmiar rzecz nabyta ... czyli czemu nie stosuję diet