Darmowe fotoblogi

Wypłynąłem na szeroki przestwór oceanu...czyli pierwsze dni w nowej pracy

Jak zapewne wiecie, jeśli czytaliście wcześniejsze posty, a jeśli nie czytaliście, to powiem,  że udało mi się przejść przez szkolenia w nowej firmie. Zaliczyłam testy oraz testowe rozmowy telefoniczne z klientami. Łatwe to dla mnie nie było, bo raz że tematyka nowa, a dwa - że to sprzedaż. Czyli obszary, które są mi zupełnie obce, ale chcę zgłębić te tajniki.





Szkolenie przebiegło w miłej atmosferze, było  dosyć wyczerpujące temat. Wiele ćwiczeń praktycznych,  a nie tylko czcze gadanie. Omawianie produktów, prezentacja systemów, omawianie przepisów, ćwiczenie rozmów z klientami.

Nadszedł pierwszy dzień pracy. 

Od razu dostałam swoje stanowisko, nie tak jak w poprzednim miejscu, gdzie na swoje miejsce i sprzęt musiałam czekać dwa tygodnie pomimo tego, że od trzech miesięcy było wiadomo, że do zespołu dołączę.

Usiadłam za kompem z lekkim strachem. Pierwsze połączenie z klientem i bach... 🚚😱😵😬Jakby mnie tir potrącił i w oszołomieniu totalnie nie wiem, co robię i gdzie jestem. Zdenerwowanie sięgało zenitu z każdym kolejnym połączeniem. Kompletny brak kontroli nad sobą.

Z pomocą przyszli przełożeni,  którzy tego samego dnia skierowali mnie na szkolenie, które akurat odbywało się dla innych kandydatów.  Trochę rozjaśniło mi się w głowie. Jednak po pierwszym dniu byłam totalnie skołowana.  W głowie kołatało mi  tysiące myśli, czy aby nie rzuciłam się na zbyt głęboką wodę, czy się nadaję.😕

Ludzie z nowego zespołu zaczęli mi tłumaczyć,  że nie ma co się przejmować,  to pierwszy dzień,  a trzeba trochę czasu, aby osiągać efekty.

Drugi dzień upłynął mi na uzyskaniu odpowiedzi na masę pytań, które przez noc wpadły mi do głowy, na przysłuchiwaniu się rozmowom kolegów, które prowadzili ze swoimi klientami i na walce z samą sobą.

Odkryłam, że wcale nie jestem tak otwarta na innych ludzi, jak myślałam. Poza tym krępuje mnie zadawanie ludziom pewnych pytań czy poruszanie trudnych tematów. Jak stwierdził jeden ze szkoleniowców, jestem zbyt miła i za mało stanowcza. W konsekwencji osoba po drugiej stronie słuchawki mnie nie słucha i przejmuje kontrolę nad rozmową.

Faktycznie, do tej pory byłam nastawiona na to, że jakaś osoba mnie widzi, czy to mój petent, czy widz, dla którego tańczyłam (kiedy zajmowałam się tańcem arabskim). Tutaj miałam operować jedynie głosem.

Za dobrą monetę przyjęłam fakt, że pomimo tego wszystkiego chcę tam wrócić po weekendzie. Nie tak,  jak 20 lat temu, kiedy wróciłam z pierwszego dnia mojej pracy.  Rzuciłam wtedy plecakiem o drzwi łazienki i krzyknęłam, że więcej tam nie pójdę.😛

W trzecim dniu było trochę lepiej moim zdaniem. Swobodniej prowadziłam rozmowy, czułam się pewniej. I wrócę tam kolejnego dnia,  bo pomimo wszelkich trudów podoba mi się to zajęcie.

Zdaję sobie sprawę,  że będę musiała wiele w sobie przełamać, nauczyć się lepiej prezentować produkt i odpowiadać na argumenty klientów.  Walka z samym sobą i swoimi ograniczeniami może być ciężka.  Ale wiem też, że chcę próbować i wykorzystać tą szansę najlepiej jak potrafię.😊

Przecież w końcu nie od razu Kraków zbudowano.😄

ps. czwartego dnia - moja pierwsza sprzedaż 😁👍


Ostatnio opublikowane

Rozmiar rzecz nabyta ... czyli czemu nie stosuję diet